<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7458451044499639373</id><updated>2012-02-16T00:17:57.333-08:00</updated><category term='Irbis'/><category term='Techniczne'/><title type='text'>Irbis</title><subtitle type='html'>"Irbis", czyli o tym, co się zdarzy, jeśli wyśle się bruxę, dwóch wątpliwej jakości strażników (w tym jednego martwego), opętanego przez dybbuka karła, zniewieściałego elfa i myśliwego w wyjątkowo podłym humorze z pewną bardzo ważną misją dyplomatyczną. W pakiecie podstarzałe wampiry, kapłanki-nimfomanki, Potęgi Zygfryd, Zapierdalałek i wszelkie inne osobliwości związane z fantasy potraktowaną z przymrużeniem oka ;)</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7458451044499639373/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>kruffachi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14471684831209281323</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-m9naYGOCK0E/TayD0yOAUbI/AAAAAAAAACY/YIrOB6xdvT8/s220/032109103933.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>12</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7458451044499639373.post-3871338452922581238</id><published>2010-11-22T04:20:00.000-08:00</published><updated>2010-11-22T04:24:14.422-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Irbis'/><title type='text'>XI</title><content type='html'>&lt;m:smallfrac m:val="off"&gt;    &lt;m:dispdef&gt;    &lt;m:lmargin m:val="0"&gt;    &lt;m:rmargin m:val="0"&gt;    &lt;m:defjc m:val="centerGroup"&gt;    &lt;m:wrapindent m:val="1440"&gt;    &lt;m:intlim m:val="subSup"&gt;    &lt;m:narylim m:val="undOvr"&gt;   &lt;/m:narylim&gt;&lt;/m:intlim&gt; &lt;/m:wrapindent&gt;  &lt;/m:defjc&gt;&lt;/m:rmargin&gt;&lt;/m:lmargin&gt;&lt;/m:dispdef&gt;&lt;/m:smallfrac&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;W ten oto sposób skład ekspedycji był już właściwie ustalony. Prócz lady Serafine, Tirrii, Boberka i nieoficjalnie ducha Małego Iona z Uttihar miał wyruszyć jeszcze niejaki Duplolas. Lord Quin Han przedstawił go jako wielofunkcyjnego i stosunkowo niezawodnego zawodowego towarzysza podróży. Duplolas, jak sama nazwa wskazuje, był elfem. Miał dwa metry osiemnaście centymetrów i trzy milimetry wzrostu, gładkie i powiewające efektownie włosy (głównie na głowie) oraz wszystko inne, co mieściło się w Pakiecie Małego Elfa Łucznika. Uśmiechał się czarująco i bezustannie, co stało się po pewnym czasie niezwykle irytujące.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Lord Quin Han ogarnął wzrokiem swoją drużynę i dumnie wypiął pierś.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Oto zostaliście wybrani - rzekł, patrząc na świat gdzieś ponad ich głowami - do misji, która może odmienić oblicze świata. Będziecie nieść kaganek cywilizacji w mroki zabobonności i zacofania! Będziecie awangardą postępu i rozwoju, a gdyby przyszło wam zginąć, wiedzcie, że zginiecie jako męczennicy nowej ery! Na waszej krwi wyrosną pokolenia, które wzniosą swe czoła ku Słońcu Mądrości! Idźcie zatem! I niech moc będzie z wami!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Eee...&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Tak, Boberek?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Odnoszę dziwne wrażenie, że powinno być nas dziewięcioro...&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Lektyka kołysała się lekko na boki, dźwigana przez parę dorodnych trolli. Jej względnie wygodne wnętrze zajmowała lady Agravilla, która kategorycznie odmówiła podróżowania konno, tłumacząc to dobrem swojej kości łonowej. Ponieważ pozostali członkowie ekspedycji nie do końca zdawali sobie sprawę z położenia rzeczonego elementu, zgodzili się na jej warunki bez szemrania.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Niestety, troska o kość łonową lady Serafine już wkrótce miała się stać przyczyną tragedii...&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Tymczasem jednak karawana bez przeszkód posuwała się do przodu. Obok lektyki kłusował dostojnie Zapierdalałek. Znaczy... koń. Śnieżnobiały koń o imieniu Zapierdalałek. Na jego grzbiecie podróżował Duplolas wraz z całym swym ekwipunkiem. I to właściwie wszystko, co rzucało się w oczy. Reszta ekipy była tak nieefektowna, że żal o niej wspominać.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Daleko jest to Mallamat? - Spytała Serafine Tirrę, który jechał po prawej stronie lektyki na gniadym, krępym kucu.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Stosunkowo niedaleko. Kilka dni drogi stąd - odparł karzeł, nabijając rzeźbioną fantazyjnie fajkę. Musiała być cholernie droga, bo jej główkę zdobiła najprawdziwsza kość słoniowa. - Ale my pojedziemy dłuższą trasą. Gdybyśmy skręcili za bardzo na zachód, moglibyśmy trafić na kogoś... na kogo bardzo nie chciałbym trafić.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- A kto to dokładnie? - Wtrącił się Boberek.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- To zbędne pytanie.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Cóż... - Serafine uniosła brew. - Nie sądzę.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- A ja sądzę - warknął Tirra. - Powinno was interesować to, co przed nami, a jak mówiłem, tych państwa akurat ominiemy. Wyskoczę trochę do przodu. Zobaczę, co jest za zakrętem. Tutaj lepiej być przygotowanym.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Karzeł popędził kuca i oddalił się na kilkanaście metrów. Ale nie interesowała go okolica. Prawda była taka, że nim zdążyłby zauważyć jakieś niebezpieczeństwo, ono z pewnością zauważyłoby jego i nie miałby szans, by wrócić i ostrzec resztę. Jechali przez bezwzględną okolicę. Dosłownie bezwzględną. Jedyne na co mogli tu liczyć, to niewiarygodne szczęście.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Tirra obejrzał się za siebie. Lektyka i cały towarzyszący jej cyrk zmalały śmiesznie, stanowiąc już tylko pstrokatą (głównie przez ceniącego modę Duplolasa) plamkę pośród nieskazitelnego morza bieli, a to oznaczało, że można bezpiecznie oddać się rozmyślaniom.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Coś tu bez wątpienia śmierdziało i nie chodziło tylko o lady Agravillę i goniącego ją dybbuka. Coś złego działo się w samym Narrevaldzie. Skąd u rozsądnego do tej pory Quin Hana marzenia o imperium? I dlaczego zwrócił się z prośbą o pomoc do Basharai? I dlaczego wreszcie, Basharai, choć samo prowadziło tysiące wojen i za pewne miało własne, poważniejsze kłopoty, zdecydowało się udzielić lordowi Uttihar wsparcia? To wszystko wydawało się co najmniej nielogiczne... Nie pasowało do siebie.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Współpraca między Quin Hanem a Tirrą miała różne koleje, a przyjaźń, która ich łączyła pozostawała raczej szorstka, ale mimo to myśliwy zwykle doskonale orientował się w planach władcy i nie raz sam pomagał je realizować, w zamian za przymykanie oka na jego nie do końca łowieckie praktyki. Tym razem jednak był niedoinformowany. Nie miał pojęcia, co łączy lorda Uttihar z kalifem Onmadem i bardzo go to dręczyło.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Z rozmyślań wyrwał Tirrę nagły protest kuca, który stanął i najwyraźniej nie miał zamiaru iść dalej. Kiedy karzeł podniósł wzrok, ujrzał ogromną zaspę tarasującą ścieżkę. Westchnął ciężko i zeskoczył z wierzchowca, chcąc przyjrzeć się jej bliżej.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Och! - Usłyszał za sobą wysoki okrzyk.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Obejrzał się i jego prywatny barometr wyszedł poza skalę, bo zobaczył Duplolasa.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Jaka okropna zaspa! - Zapiszczał elf. - Jakże my przez nią przejdziemy?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Myślę, że po prostu zejdziemy z koni - mruknął Tirra, wzruszając ramionami.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Nim skończył mówić, pozostali członkowie ekspedycji zdążyli ich dogonić.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Psiakrew! - Stwierdziła Serafine, wyglądając przez okno lektyki .- Chłopaki, dacie radę? - Zwróciła się do trolli.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Yyymm... &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- E... &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Tego...&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Nie bardzo...&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Nie całkiem...&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- O co chodzi? - Zdziwiona Serafine zmarszczyła brwi.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Widzisz, złotko - Tirra uśmiechnął się krzywo i bynajmniej nie wesoło. - Kiedy jest się zrobionym z kamienia, z natury jest się dość zimnym i... kontakt ze śniegiem to nic przyjemnego. Chodzi o to, że kontakt zbyt dużej powierzchni ciała ze śniegiem, mógłby spowodować groźny dla zdrowia spadek temperatury organizmu, a kichający troll to prawdziwy kataklizm, wierz mi.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Czyli co?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Czyli będziesz musiała zrezygnować z podwózki.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Oczy lady Agravilli stały się nagle wielkie i okrągłe. Trudno było ocenić, czy wyrażają bardziej przerażenie, czy oburzenie.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Mam jechać konno?! - Wykrzyknęła zaskoczona. - Ja?! To niezdrowe dla kobiet! Mówiłam już!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Możesz iść pieszo - Tirra wzruszył ramionami.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Zaraz, zaraz! - Wtrącił się śpiewnie Duplolas. - Tu jest jakaś ścieżka!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Faktycznie, z lewej strony zaspy odbijała całkiem wygodna dróżka, biegnąca w las. Właściwie jedyny problem stanowiła dość sugestywna tabliczka wbita na jej początku. Przedstawiała trupią czaszkę i kilka schematycznie narysowanych scen wymyślnej śmierci. Pod obrazkami widniał napis:&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;ZAWRÓĆ, GŁUPCZE! TO DROGA DO MALLAMAT!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- No proszę! - Ucieszył się Boberek. - Zdaje się, że to skrót!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Obawiam się, że to nie najlepszy pomysł - Tirra ostudził nieco jego zapał. - Ta droga... jest niebezpieczna.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Bardziej niebezpieczna niż ta, którą jedziemy teraz? - Spytała Serafine, a jej głos zabrzmiał bardzo kąśliwie.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Cóż...&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- W takim razie skręcamy. W końcu ja tu dowodzę!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7458451044499639373-3871338452922581238?l=irbis-kruff.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/feeds/3871338452922581238/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/2010/11/xi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7458451044499639373/posts/default/3871338452922581238'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7458451044499639373/posts/default/3871338452922581238'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/2010/11/xi.html' title='XI'/><author><name>kruffachi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14471684831209281323</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-m9naYGOCK0E/TayD0yOAUbI/AAAAAAAAACY/YIrOB6xdvT8/s220/032109103933.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7458451044499639373.post-845861045182704093</id><published>2010-11-21T05:07:00.000-08:00</published><updated>2010-11-21T05:07:24.168-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Irbis'/><title type='text'>X</title><content type='html'>&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:WordDocument&gt;   &lt;w:View&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:Zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:TrackMoves/&gt;   &lt;w:TrackFormatting/&gt;   &lt;w:HyphenationZone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:PunctuationKerning/&gt;   &lt;w:ValidateAgainstSchemas/&gt;   &lt;w:SaveIfXMLInvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:IgnoreMixedContent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:DoNotPromoteQF/&gt;   &lt;w:LidThemeOther&gt;PL&lt;/w:LidThemeOther&gt;   &lt;w:LidThemeAsian&gt;X-NONE&lt;/w:LidThemeAsian&gt;   &lt;w:LidThemeComplexScript&gt;X-NONE&lt;/w:LidThemeComplexScript&gt;   &lt;w:Compatibility&gt;    &lt;w:BreakWrappedTables/&gt;    &lt;w:SnapToGridInCell/&gt;    &lt;w:WrapTextWithPunct/&gt;    &lt;w:UseAsianBreakRules/&gt;    &lt;w:DontGrowAutofit/&gt;    &lt;w:SplitPgBreakAndParaMark/&gt;    &lt;w:DontVertAlignCellWithSp/&gt;    &lt;w:DontBreakConstrainedForcedTables/&gt;    &lt;w:DontVertAlignInTxbx/&gt;    &lt;w:Word11KerningPairs/&gt;    &lt;w:CachedColBalance/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:BrowserLevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;   &lt;m:mathPr&gt;    &lt;m:mathFont m:val="Cambria Math"/&gt;    &lt;m:brkBin m:val="before"/&gt;    &lt;m:brkBinSub m:val="--&gt;    &lt;m:smallfrac m:val="off"&gt;    &lt;m:dispdef&gt;    &lt;m:lmargin m:val="0"&gt;    &lt;m:rmargin m:val="0"&gt;    &lt;m:defjc m:val="centerGroup"&gt;    &lt;m:wrapindent m:val="1440"&gt;    &lt;m:intlim m:val="subSup"&gt;    &lt;m:narylim m:val="undOvr"&gt;   &lt;/m:narylim&gt;&lt;/m:intlim&gt; &lt;/m:wrapindent&gt;&lt;!--[endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:LatentStyles DefLockedState="false" DefUnhideWhenUsed="true"  DefSemiHidden="true" DefQFormat="false" DefPriority="99"  LatentStyleCount="267"&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="0" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Normal"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="heading 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 7"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 8"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 9"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 7"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 8"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 9"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="35" QFormat="true" Name="caption"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="10" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Title"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="1" Name="Default Paragraph Font"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="11" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Subtitle"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="22" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Strong"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="20" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Emphasis"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="59" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Table Grid"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" UnhideWhenUsed="false" Name="Placeholder Text"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="1" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="No Spacing"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="60" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="61" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light List"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="62" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="63" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="64" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="65" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="66" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="67" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="68" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="69" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="70" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="71" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="72" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="73" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="60" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="61" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light List Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="62" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="63" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1 Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="64" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2 Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="65" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1 Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" UnhideWhenUsed="false" Name="Revision"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="34" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="List Paragraph"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="29" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Quote"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="30" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Intense Quote"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="66" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2 Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="67" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1 Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="68" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2 Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="69" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3 Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="70" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="71" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="72" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="73" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="60" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="61" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light List Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="62" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="63" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1 Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="64" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2 Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="65" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1 Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="66" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2 Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="67" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1 Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="68" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2 Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="69" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3 Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="70" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="71" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="72" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="73" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="60" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="61" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light List Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="62" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="63" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1 Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="64" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2 Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="65" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1 Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="66" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2 Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="67" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1 Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="68" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2 Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="69" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3 Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="70" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="71" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="72" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="73" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="60" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="61" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light List Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="62" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="63" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1 Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="64" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2 Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="65" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1 Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="66" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2 Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="67" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1 Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="68" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2 Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="69" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3 Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="70" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="71" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="72" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="73" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="60" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="61" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light List Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="62" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="63" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1 Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="64" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2 Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="65" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1 Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="66" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2 Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="67" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1 Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="68" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2 Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="69" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3 Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="70" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="71" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="72" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="73" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="60" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="61" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light List Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="62" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="63" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1 Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="64" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2 Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="65" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1 Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="66" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2 Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="67" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1 Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="68" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2 Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="69" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3 Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="70" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="71" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="72" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="73" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="19" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Subtle Emphasis"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="21" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Intense Emphasis"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="31" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Subtle Reference"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="32" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Intense Reference"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="33" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Book Title"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="37" Name="Bibliography"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" QFormat="true" Name="TOC Heading"/&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt; /* Style Definitions */ table.MsoNormalTable {mso-style-name:Standardowy; mso-tstyle-rowband-size:0; mso-tstyle-colband-size:0; mso-style-noshow:yes; mso-style-priority:99; mso-style-qformat:yes; mso-style-parent:""; mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; mso-para-margin:0cm; mso-para-margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:11.0pt; font-family:"Calibri","sans-serif"; mso-ascii-font-family:Calibri; mso-ascii-theme-font:minor-latin; mso-fareast-font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-theme-font:minor-fareast; mso-hansi-font-family:Calibri; mso-hansi-theme-font:minor-latin; mso-bidi-font-family:"Times New Roman"; mso-bidi-theme-font:minor-bidi;}&lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;  &lt;/m:defjc&gt;&lt;/m:rmargin&gt;&lt;/m:lmargin&gt;&lt;/m:dispdef&gt;&lt;/m:smallfrac&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;"Żywoty sławnych Wężów" pióra niejakiego Wilhelma Beznogiego była to jedna z tych pozycji, po które nie sięga się na trzeźwo. Niemniej stanowiła cenne źródło wiedzy o rzeczach dziwnych i absurdalnych, a takie bez wątpienia miały ostatnio miejsce w Uttihar. Tirra otworzył księgę na przypadkowej stronie. Litery dwoiły mu się przed oczami, ale w przypadku tego dzieła nie miało to akurat większego znaczenia.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;i&gt;Fielgij&lt;/i&gt; &lt;i&gt;fomrz Eustahyj uniuz zfuy bjerźdźień y oto uiszau na niem nabizyje trzerfone nipyj okniem trzynione. Żegu mu Trzarociey iszpy muziau do Sueko Bana botomżydź i uf bjerźdźień to lafyj fżudźidź.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Tirra przerzucił kartki.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;i&gt;Fielgieko femrza Parduomeja skupiu liźdź niedznafy, co ktyj siem gompau w źfiendey żedze, zo nieźmierdelnoźdź tafaua, na ramije yeko zpatu, dagorze ramije siem nie ugombauo i Parduomej feń drawion sozdau.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;W tym fragmencie także, jak się zdawało, nie było niczego, co mogłoby pomóc w rozwiązaniu zagadki. Ale już na kolejnej karcie Tirra dostrzegł coś, co zmroziło krew w jego żyłach...&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Tak, to było właśnie to, czego szukał.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Ze słodkiego snu wybudził Quin Hana cichy i nieprzyjemnie znajomy brzęk łańcuchów. Spojrzał w sufit. Tak, jak podejrzewał, wyłaniały się z niego nogi Małego Iona.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;-Czego znowu chcesz? - warknął lord, siadając na łóżku. Wystające z nocnej koszuli stopy wsunął w miękkie, czerwone i wyszywane złotą nicią pantofle sprowadzone ze wschodu - Mówiłem ci, zdaje się, żebyś siedział na tyłku w kwaterze strażników!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Mały Ion spłynął nieco niżej. Wkrótce ukazał się jego nędzny tors, wąskie ramiona i podłużna głowa.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Odchodzę! - Oświadczył, kiedy tylko jego usta przeniknęły sufit.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Co to znaczy: odchodzę?! - Zirytował się Quin Han. - Dałeś się zabić! Jeszcze ci mało, gnojku!?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Chcę... Chcę spojrzeć z dystansu na swoje życie, coś zmienić... Czuję, że dojrzałem do poważnych decyzji.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Na łeb upadłeś, Ion?! Co ty pieprzysz?! Złożyłeś przysięgę, tak czy nie?!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Do śmierci - zauważył Mały Ion. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Lord chciał odpowiedzieć, ale nagle rozległy się krzyki strażników, a zaraz potem skrzypnięcie drzwi i niezbyt jasne, urywane protesty. Do sypialni wtoczyła się niewielka postać z ogromną księgą pod pachą, a za nią cały tabun gwardzistów, próbujących bezskutecznie ją zatrzymać.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Co tu się dzieje?! - Quin Han był u kresu wytrzymałości.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Panie! - Albi, dowódca straży Uttihar, ukłonił się nisko. - Ten człowiek bez pozwolenia wtargnął do zamku!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Ten szzzłowieek to Tirra!... - Karzeł, podejmując coraz bardziej rozpaczliwe próby utrzymania się na nogach, ostrzegawczo uniósł palec. - A Tirra ma prawo wchodziiś ...am, gdzie chse!...&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;-Tirra?! - Zdziwił się lord. - Ale ty jesteś... - pociągnął nosem - pijany!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- I szzo z ...ego?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Właściwie... nic. Ty zawsze myślisz trzeźwo. Wynoś się stąd, Albi. I zabierz ze sobą ten cyrk.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- A-a-ale panie!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Żadnego "ale"! Zabierać tyłki! Chcę porozmawiać z moim... gościem.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Albi nie protestował więcej i dał znać swoim ludziom. Quin Han zachowywał się czasem irracjonalnie i należało się z tym pogodzić. Oficer&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;opuścił sypialnię pracodawcy ze smętnie spuszczoną głową, a wraz z nim wyszedł cały dwunastoosobowy oddział. Tirra tymczasem opadł ciężko na krzesło, klnąc pod nosem siarczyście i nieprzyzwoicie. Potarł czoło ręką, w nadziei, że pomoże mu to w zachowaniu świadomości.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- ...aamy problem - wybełkotał z trudem.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Jaki problem? - Quin Han zmarszczył brwi.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Tirra, zamiast odpowiedzieć, otworzył księgę, którą dotąd kurczowo ściskał. Lord zapalił świecę za pomocą krzesiwa i przysunął płomień do karty.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- "A sfa-u zie den u-biur dy-bbu-kiem..." - przeczytał z niemałym wysiłkiem. - O co tu, do cholery, chodzi?!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- O ofiarę - odparł Tirra.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- O jaką ofiarę?!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- O ofiarę słaaśni... To ...yło siao, opętane pszes dyppuka.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Iiii!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Quin Han i Tirra niemal jednocześnie spojrzeli na autora kwiku, a zatem na Małego Iona. Obaj zapomnieli już o jego obecności w sypialni.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- O co chodzi, Ion? - Zaniepokoił się lord.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- O dybbuka - odparł duch. - Wiem, co to dybbuk, babka mi opowiadała. To przeklęty, dusza potępionego, która wnika w ciało i... - martwy strażnik przełknął ślinę - i... Do jasnej cholery!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Co znowu?!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- To on mnie zabił! To był dybbuk!... - Mały Ion wybuchł płaczem na wspomnienie o własnej śmierci. Cóż, z pewnością nie było ono przyjemne.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Ale czego taki upiór mógłby chcieć od bashariańskiej arystokratki? - Quin Han w zamyśleniu potarł brodę.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- No włassnie - mruknął Tirra. - Mówiem, szze ...amy problem...&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Jeśli ten dybbuk poluje na lady Agravillę, całkiem prawdopodobne, że zagrozi całej misji i losom mojego imperium! Nie mogę na to pozwolić! - Lord zaczął nerwowo chodzić po pokoju i obgryzać paznokcie. - Jeśli on zrobi z wami wszystkimi to, co z Ionem? Z pasztetem chyba trudno negocjować, a ja chcę mieć mocarstwo z prawdziwego zdarzenia!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Panie?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Tak, Ion? - Quin Han stanął gwałtownie i obrócił twarz do ducha.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Ja... Myślę, że mógłbym go rozpoznać.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Nie gadaj bzdur! Przecież, jeśli to dusza zmarłego, wcielająca się w jakieś ciało, będzie wyglądał całkiem inaczej, niż ten, który cię zabił - zauważył lord.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Ale... - Mały Ion przygryzł nieistniejącą wargę. - Ale tu nie chodzi o wygląd. Ja... myślę, że go wyczuję. W jakiś sposób.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Quin Han przyjrzał się byłemu strażnikowi podejrzliwie, nie do końca pewien, czy dobrze zrozumiał. Szczerze nie podobała mu się ta ezoteryczna atmosfera. Nigdy nie ufał szarlatanom. Czasem miał nawet trudności ze zniesieniem Tirry i jego teorii spiskowych z nieumarłymi w roli głównej, a teraz miał się zdać na zjawę i jej... nos? Doprawdy, zabawne.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Niemniej, czegokolwiek lord by nie pomyślał, wyglądało na to, że nie ma innego wyjścia.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Niech będzie - westchnął z rezygnacją. - Pojedziesz z nimi. Nieoficjalnie, nie licz na wypłatę. Ale jeśli lady Agravilla zginie przez tego dybbuka, ty za to zapłacisz - palec Quin Hana wylądował na chudej piersi Małego Iona i... przeniknął przez nią.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7458451044499639373-845861045182704093?l=irbis-kruff.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/feeds/845861045182704093/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/2010/11/x.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7458451044499639373/posts/default/845861045182704093'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7458451044499639373/posts/default/845861045182704093'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/2010/11/x.html' title='X'/><author><name>kruffachi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14471684831209281323</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-m9naYGOCK0E/TayD0yOAUbI/AAAAAAAAACY/YIrOB6xdvT8/s220/032109103933.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7458451044499639373.post-2701174084444957995</id><published>2010-11-20T02:16:00.000-08:00</published><updated>2010-11-20T02:17:35.554-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Irbis'/><title type='text'>IX</title><content type='html'>&lt;m:smallfrac m:val="off"&gt;    &lt;m:dispdef&gt;    &lt;m:lmargin m:val="0"&gt;    &lt;m:rmargin m:val="0"&gt;    &lt;m:defjc m:val="centerGroup"&gt;    &lt;m:wrapindent m:val="1440"&gt;    &lt;m:intlim m:val="subSup"&gt;    &lt;m:narylim m:val="undOvr"&gt;   &lt;/m:narylim&gt;&lt;/m:intlim&gt; &lt;/m:wrapindent&gt;  &lt;/m:defjc&gt;&lt;/m:rmargin&gt;&lt;/m:lmargin&gt;&lt;/m:dispdef&gt;&lt;/m:smallfrac&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;i style="color: #0c343d;"&gt;W szablonie pewnie coś się jeszcze zmieni, ale na razie niech zostanie tak jak jest. Wracam do &lt;/i&gt;&lt;span style="color: #0c343d;"&gt;Irbisa&lt;/span&gt;&lt;i style="color: #0c343d;"&gt; &lt;/i&gt;&lt;span style="color: #0c343d;"&gt;;)&lt;/span&gt;&lt;i style="color: #0c343d;"&gt; W końcu mam już niemałe zaległości, a miała się pojawić jeszcze mapka i inne takie... &lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Mały Ion lewitował kilka centymetrów nad podłogą kwatery strażników. Każda próba zwykłego, ludzkiego spoczęcia kończyła się przelatywaniem przez podłogę, wprost do sypialni lorda Quin Hana, a to było na dłuższą metę ryzykowne. Duch westchnął ciężko - a duchy potrafią wzdychać bardzo sugestywnie - i podparł brodę na ręce. Nie miał innego domu, więc przyszedł tutaj, do małego, cuchnącego potem pomieszczenia, w którym sypiał od dwudziestu lat, czyli od chwili, w której Duży Ion stwierdził, że najmłodszy z jego synów nie potrafi nawet wydoić krowy, nie rozumiejąc, że jeśli krowa ma tylko jedno wymię, niekoniecznie będzie dawała mleko, a koszty jego utrzymania znacznie przekraczają ewentualne przychody z ukochanej przez chłopaka korzenioplastyki. Oddał go więc na służbę do straży, mając nadzieję, że ciężka praca wybije pętakowi z głowy dziwne upodobanie do produkcji drewnianych koziołków. Nie wybiła. Jeden z kątów kwatery wypełniały efekty artystycznych szałów.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Obok Małego Iona siedział Boberek. On także miał niezbyt szczęśliwą minę, a to za sprawą rozkazów, jakie dostał od lorda Quin Hana. Władca polecił mu się spakować. Strażnik miał towarzyszyć lady Serafine i Tirrii w podróży do Mallamat i Zan Thalar.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Szlag by to trafił! - Mruknął. - Człowiek się stara, haruje, a w rezultacie i tak wysyłają go na jakieś zadupie, żeby zdechł!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Ja wiem?... - Mały Ion wzruszył półprzeźroczystymi ramionami. - Ja bym się cieszył. Zwiedzisz kawał świata na cudzy koszt.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Powiedziałbym raczej, że zwiedzę żołądek wiwerny albo strzygi. Zanim dotrzemy gdziekolwiek, będę wyglądał jak ty. Bez urazy. A nawet, jeśli nam się uda, wypompują nas wampiry z Mallamat lub nabiją nas na pal ci z północy. Doprawdy, przemiła perspektywa.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Zan Thalar to ci, którzy nabijają na pal bez ostrzeżenia? - zainteresował się Mały Ion.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Ci sami.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Zawsze zastanawiałem się, jak robią to bez ostrzeżenia...&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Ja też - przyznał Boberek - Chyba każdy się kiedyś zastanawiał.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Intrygujące...&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Istotnie.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Boberek?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Hm? - Strażnik dźwignął się z ziemi, z zamiarem spakowania swoich rzeczy.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Jestem martwy, tak?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Cóż... Nie obraź się, ale na to wygląda.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Mały Ion podrapał się po brodzie w zamyśleniu.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Czyli przysięga, jaką składałem do śmierci już mnie nie obowiązuje? - Drążył.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Raczej nie - Boberek przyjrzał się krytycznie parze olbrzymich gaci, po czym wcisnął je do podróżnego worka.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Czyli, jeśli nie wypełnię rozkazu, nic się nie stanie?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Ion, do czego ty zmierzasz? - Gwardzista zaniepokojony przerwał pakowanie i spojrzał na ducha kątem szarego oka.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Kiedy ostatni raz spadłem do sypialni, lord kazał mi tu siedzieć i nie wychodzić. Zabronił mi też kategorycznie przenikania przez ściany, podłogi i sufity.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Biedaczek.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Ale jeśli nie obowiązuje mnie przysięga, mogę polecieć, gdzie mi się podoba, na przykład z wami.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Słucham?! - Boberek spojrzał na przyjaciela z niedowierzaniem. - Oszalałeś?!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Nie. Ja tylko myślę, że... - Mały Ion spuścił głowę - że to dobra okazja, żeby przemyśleć sprawę.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Jaką sprawę?!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Tą, która mnie tu trzyma.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Wiesz już, co to? - Zdziwił się Boberek.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Nie - przyznał Mały Ion ze smutkiem. - Ale jeśli spojrzę na swoje życie z dystansu, to może się dowiem.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Strażnik spojrzał na ducha podejrzliwie.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;- Wszystko z tobą w porządku? - Spytał. - Jakoś tak mądrze gadasz...&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Mały Ion nie odpowiedział. Westchnął tylko tak ciężko i sugestywnie, jak jeszcze nigdy przedtem. Tak, że zdawało się, że całe zaświaty wzdychają razem z nim.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7458451044499639373-2701174084444957995?l=irbis-kruff.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/feeds/2701174084444957995/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/2010/11/ix.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7458451044499639373/posts/default/2701174084444957995'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7458451044499639373/posts/default/2701174084444957995'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/2010/11/ix.html' title='IX'/><author><name>kruffachi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14471684831209281323</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-m9naYGOCK0E/TayD0yOAUbI/AAAAAAAAACY/YIrOB6xdvT8/s220/032109103933.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7458451044499639373.post-1631827592743696642</id><published>2010-11-12T07:56:00.000-08:00</published><updated>2010-11-13T03:23:38.411-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Techniczne'/><title type='text'>Przebudowa</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzieją się tu rzeczy straszne. Ale wszystko po to, by uczynić blog łatwiejszym w obsłudze i czytelniejszym. Poprzedni szablon był wyjątkowo wredny. Po remoncie nastąpi masowa aktualizacja. Za problemy przepraszam, ewentualne uwagi chętnie przyjmę.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7458451044499639373-1631827592743696642?l=irbis-kruff.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/feeds/1631827592743696642/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/2010/11/przebudowa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7458451044499639373/posts/default/1631827592743696642'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7458451044499639373/posts/default/1631827592743696642'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/2010/11/przebudowa.html' title='Przebudowa'/><author><name>kruffachi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14471684831209281323</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-m9naYGOCK0E/TayD0yOAUbI/AAAAAAAAACY/YIrOB6xdvT8/s220/032109103933.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7458451044499639373.post-7044273903705774051</id><published>2010-09-09T10:55:00.000-07:00</published><updated>2010-11-13T03:24:08.432-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Irbis'/><title type='text'>VIII</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Wood!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Fak, pfanie?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Przynieś coś do picia.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sługa posłusznie poczłapał do piwnicy. Po chwili wrócił z gąsiorkiem i glinianym kubkiem. Postawił je na stole tuż obok bezwładnie zwisającej ręki trupa. Potem wyszedł, nie przypuszczał, by mógł być teraz pomocny, a miał swoje sprawy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tirra chwycił gąsiorek i nalał płynu do kubka. Był to jeden z tych trunków, po których skosztowaniu człowiek ze zdziwieniem stwierdza ciemny tunel ze światełkiem w oddali, ale karzeł właśnie czegoś takiego teraz potrzebował.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy Serafine i lord wyszli z łaźni, on zajął się zwłokami, a dokładniej zaciągnął je do swojego mieszkania. Teraz leżały na stole, na którym Tirra jadł zazwyczaj obiady, całe we krwi, powykrzywiane, z zaschniętą pianą na ubraniu. Prawdopodobnie to właśnie one były odpowiedzią na wszelkie pytania o tożsamość lady Agravilli.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tirra pociągnął z kubka. Poczuł, jak paląca, gęsta ciecz spływa do jego żołądka, a stamtąd jakimś cudem dostaje się do mózgu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Szyja... To ona była najbardziej niepokojąca. Precyzyjne ciosy czegoś małego, prawdopodobnie paznokci, wymierzone wprost w tętnicę. Uszkodzona krtań. Tirra przypomniał sobie, że krzyk, który usłyszał, zamilkł nagle, choć jego czuły słuch nadal rejestrował odgłosy walki. Najwyraźniej Serafine znała się na anatomii i wiedziała, jak skutecznie uciszyć przeciwnika. To jeszcze można było wytłumaczyć, przecież pochodziła z Basharii. Odebrała pewnie staranne wykształcenie...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Drugi łyk. Tirra poczuł, że jego umysł zwiększa obroty.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;...ale tych plam wokół ran nie da się już wytłumaczyć wykształceniem. Krew została rozmazana co najmniej dziwnie. Jakby... Jakby ktoś próbował ją zlizać. Nawet fruwające wszędzie mydliny nie zdołały do końca zatrzeć śladów. Zatem wampir? Nie, na skórze trupa Tirra nie dostrzegł żadnych uszkodzeń, jakie mogłyby zostawić kły.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I jeszcze te siniaki... Wyglądało na to, ze Serafine potrafi chwycić na tyle mocno, by zmiażdżyć naczynia krwionośne, a to, co zobaczył Tirra, gdy wszedł do łaźni bynajmniej na to nie wskazywało. Lady Agravilla nie sprawiała wrażenia przesadnie umięśnionej. Była najbardziej kobiecą kobietą, jaką można sobie wyobrazić.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wraz z trzecim łykiem, umysł Tirrii osiągnął rejestry niedostępne zwykłym śmiertelnikom. To znaczy... doszedł do tego magicznego punktu, w którym większość ludzi kończy swoją marną egzystencję. Karzeł opadł czołem na blat stołu. Po chwili doszedł do wniosku, że nie jest to zbyt wygodna pozycja i wsunął rękę między mebel a swoją głowę. Pomyślał, że prawdziwa tożsamość diuszesy, to nie jedyna zagadka, jaką powinien rozwiązać. Równie interesująca wydawała się odpowiedź na pytanie: kim jest ofiara? Mężczyzna nie wyglądał na tutejszego. Miał smagłą cerę i ubranie, które nie pasowało bynajmniej do klimatu Narrevaldu. Poza tym nosiło znamiona długiej wędrówki.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To było zastanawiające... Bardzo zastanawiające... Jak ktoś mógł wytrzymać tu jedynie w cienkiej koszuli i portach, których więcej nie było niż było? Jak ktoś mógł w takim stroju przebyć tak długą drogę, by dotrzeć do Narrevaldu z cieplejszych rejonów kontynentu?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Poza tym to, co stało się z ciałem później...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tirra, z racji swojej profesji, widział już w życiu wiele. Do tej pory wydawało mu się jednak, że ludzkie stawy mają ograniczoną ruchomość. Został w tej kwestii brutalnie sprowadzony na ziemię. Tuż po tym, jak przywlókł zwłoki do swojego mieszkania i rzucił je na podłogę przedsionka, zaczęły się wić. Mięśnie, mimo stężenia śmiertelnego, wyginały się w niewiarygodnie silnych skurczach, ciągnąc za sobą kości i robiąc z nimi straszne rzeczy... Trwało to może kilka minut, po czym ustało nagle, wraz z czymś, co przypominało głębokie westchnienie, jakby zgon przyszedł po raz drugi. Tirra mógłby nawet pomyśleć, że przyciągnął nie ciało, lecz nieprzytomnego, gdyby nie plamy opadowe, które zaczęły pojawiać się już na skórze.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Co to zatem było? Co tu się działo? Czy lordowi naprawdę coś groziło? Lady Agravilla była ich wrogiem, czy przyjacielem?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tirra przeczesał palcami rzadkie włosy. Ciężko podniósł się ze stołka i zataczając się lekko dopadł zakurzonej półki, a dokładniej pewnej księgi, na której grzbiecie widniał dumny napis: "Żywoty sławnych Wężów".&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7458451044499639373-7044273903705774051?l=irbis-kruff.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/feeds/7044273903705774051/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/2010/09/viii.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7458451044499639373/posts/default/7044273903705774051'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7458451044499639373/posts/default/7044273903705774051'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/2010/09/viii.html' title='VIII'/><author><name>kruffachi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14471684831209281323</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-m9naYGOCK0E/TayD0yOAUbI/AAAAAAAAACY/YIrOB6xdvT8/s220/032109103933.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7458451044499639373.post-7236102146809766617</id><published>2010-09-06T12:18:00.001-07:00</published><updated>2010-11-12T03:01:21.997-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Irbis'/><title type='text'>VII</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy Serafine dokończyła toaletę i ubrała się, zaprowadzono ją do gabinetu Quin Hana. Lord siedział za stołem. Nie był to taki stół, jakiego można by się spodziewać. Zapewne został sprowadzony ze wschodu, być może nawet z Basharai, podobnie jak arrasy, które – choć cenne – zostały źle dobrane i tworzyły dość dziwne barwne kuriozum. W zamku bardziej przypominającym szopę niż jakakolwiek szopa, jedno i drugie wyglądało dość dziwnie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pojawienie się lady Agravilli wywołało u lorda spazmatyczną kaskadę wszystkich możliwych zachowań dobrze wychowanego kawalera względem damy. Najwyraźniej usiłował zatrzeć złe wrażenie z przedpołudnia. Nie wyszło.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wreszcie Serafine, uczczona i uwielbiona do granic wytrzymałości, z uczuciem głębokiej ulgi usiadła na krześle. A raczej na krzywo wyciosanym pieńku. Najwyraźniej władcy Uttihar zabrakło funduszy na sprowadzenie całego kompletu mebli. Sam Quin Han migotał i błyszczał jak odpustowy stragan. Dosłownie. Wprawne i – nie ukrywajmy – dość chciwe oko lady Agravilli bez trudu dostrzegło wśród zwisających z lorda klejnotów szklane falsyfikaty. Była ciekawa, czy zdawał sobie sprawę, że przepuścił majątek na bezwartościowe koraliki. Szeroki, głupawy uśmiech, jakim obdarzał wszelkie stworzenie sugerował raczej ignorancję w tym temacie. Ale możliwe także, że była to rozpaczliwa reakcja jego biochemii na ogólną beznadzieję położenia.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-E… hm… - uśmiech Quin Hana stał się jeszcze szerszy. Serafine pomyślała, że lord ma wielkie szczęście, że posiada uszu. Prawdopodobnie, gdyby ich nie posiadał, uśmiechnąłby się teraz dookoła głowy, a to mogłoby mieć fatalne skutki dla wystroju wnętrza – Cieszę się z tego niewątpliwego zaszczytu, jakim jest twoja wizyta w moich skromnych progach, pani.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Cóż – diuszesa brzydko wykrzywiła usta – Przyznam szczerze, że kiedy Onmad, miłościwie nam panujący kalif Basharai, powierzył mi tę misję, nie byłam szczególnie szczęśliwa, a podróż, jaką musiałam przebyć bynajmniej nie poprawiła mojego nastroju. Jestem zła i zmęczona. Dlatego byłabym wdzięczna za skrócenie tej rozmowy do absolutnego minimum. Chcę dowiedzieć się, na czym będzie polegało moje zadanie i iść spać.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Tak… - lord nerwowo podrapał się po karku – Kalif Onmad wspominał w listach, że jest pani niezwykle zręcznym dyplomatą, zdolnym do podejmowania najtrudniejszych wyzwań…&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Do rzeczy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Racja… Do rzeczy… Chodzi o Zan Thalar. I o to, by przyjęli moje warunki.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Serafine głośno wciągnęła powietrze.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Psiakrew… - syknęła – Zan Thalar to ci z północy, tak?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Tak.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Ci, którzy każą swoim dzieciom biegać boso po śniegu przez dziesiątki kilometrów, a intruzów bez ostrzeżenia wbijają na pal?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Cóż… Zastanawiałbym się, jakim cudem robią to bez ostrzeżenia, ale tak, to ci sami.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-I ja mam z nimi negocjować?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Nie tylko z nimi. W planach jest też wizyta w Mallamat. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Wampiry – mruknęła Serafine.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-W rzeczy samej. Szczegółowe instrukcje dostanie pani na piśmie. Oczywiście, zrozumiem, jeśli pójdzie pani w swoich negocjacjach na pewne ustępstwa… tylko proszę nie przesadzać.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Postaram się. Mam nadzieję, że nie będę podróżować sama?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Rzecz jasna, nie odważyłbym się wysłać tak pięknej kobiety samej w ten dziki kraj – Quin Han uśmiechnął się szeroko. Znacząco, jak się przez chwilę zdawało.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7458451044499639373-7236102146809766617?l=irbis-kruff.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/feeds/7236102146809766617/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/2010/09/vii.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7458451044499639373/posts/default/7236102146809766617'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7458451044499639373/posts/default/7236102146809766617'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/2010/09/vii.html' title='VII'/><author><name>kruffachi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14471684831209281323</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-m9naYGOCK0E/TayD0yOAUbI/AAAAAAAAACY/YIrOB6xdvT8/s220/032109103933.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7458451044499639373.post-3684181604211179034</id><published>2010-05-10T00:30:00.000-07:00</published><updated>2010-11-13T03:24:38.607-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Irbis'/><title type='text'>VI</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wszystko kotłowało się razem: szarawa piana, fragmenty balii, mydło, ręce, nogi, srebrny nóż i kilka niecenzuralnych wyzwisk. Po chwili w krajobrazie pojawiła się krew. Trudno powiedzieć czyja. Zresztą nie miało to większego znaczenia. Nie w tym przypadku. W tym przypadku znaczenie miał jedynie fakt samego pojawienia się.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Głównie dlatego, że nagle i diametralnie zmienił sytuację.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Chrapki lady Agravilli poruszyły się niespokojnie. Drobny języczek wysunął się między wargi, przesunął po nich z nieukrywaną rozkoszą, a z gardła dobył się cichy, ale bardzo drapieżny pomruk. Jidii głośno przełknął ślinę i zaczął się powoli wycofywać. Chwilowo miał przewagę, ale wiedział, że teraz prawdopodobnie straci ją w ułamku sekundy. Wzrok Serafine utkwiony nieruchomo w jego tętnicy szyjnej był co najmniej niepokojący…&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bruxa raz jeszcze oblizała wargi. A potem z dzikim, bardziej ptasim niż ludzkim wrzaskiem, rzuciła się na ofiarę. Jidii, popchnięty przez drobne dłonie, w które wstąpiła nagle niesamowita siła, uderzył plecami o drzwi. A potem wszystko potoczyło się szybko… Zbyt szybko.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Słodki zapach krwi…&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;…dotyk skóry…&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;…paznokcie wbijające się w mięso…&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I krzyk. Wibrujący, rozpaczliwy krzyk ciała, które wiedziało, że czeka je śmierć…&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Widzisz, drogi Tirro… - Quin Han położył swoje wielkie, kwadratowe dłonie na brzuchu. – Wygląda na to, że sprawa jest poważna. Ta dupcia załatwiła wiwernę gołymi rękami, a przypuszczam, że nawet ty byś tego nie potrafił. Zastanawiam się, kogo mi tu przysłali… Byłbym wdzięczny, gdybyś się tego dla mnie dowiedział. Będziesz jej towarzyszył w drodze do Mallamat i Zan Thalar. Będziesz obserwował, w jaki sposób załatwia moje sprawy i, mam nadzieję, ostrzeżesz mnie, gdyby się okazało, że ktoś tu brzydko gra…&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- A masz pewność, drogi lordzie, że ona jest z Basharii? – Tirra pytająco uniósł brew.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Ma maniery wschodniej arystokratki.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Maniery można wyćwiczyć.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Też prawda…&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tirra chciał jeszcze coś powiedzieć, ale zamilkł nagle. Wyprostował się. Gestem dłoni wskazał lordowi, by ten mu nie przeszkadzał. Wreszcie Quin Han też usłyszał. Ktoś krzyczał. Z dołu dochodził do nich makabryczny, rozdzierający skowyt.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tirra wybiegł z gabinetu, w pędzie dobywając zakrzywionego, długiego noża. Rzucił się schodami w dół. Potem prosto, wzdłuż korytarza. Jego słuch zlokalizował źródło krzyku, a teraz wiódł go tam, niczym nieszczęśliwa mężatka bogatego młokosa z jędrną pupą. Zakręt. Drzwi. I…&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Piana?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pierwszym, co zobaczył Tirra były olbrzymie ilości szarawej, nieapetycznej piany. Dopiero po chwili spostrzegł, że z mydlanych kłębów wystaje drgająca konwulsyjnie noga. Wyglądała na taką, której niewiele już może pomóc… &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Ekhm…&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tirra podniósł wzrok. Jego oczom ukazała się scena niczym z obrazów Botikkeliego: bogini miłości rodząca się z piany… Metr siedemdziesiąt chodzącej namiętności, rozpaczliwie skrywanej pod dwoma smukłymi dłońmi. Alabastrowa skóra, płomiennorude włosy i… ciężkie sapanie dochodzące zza pleców.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Już jestem!… - Wycharczał Quin Han, wtaczając się do łaźni. – Och, lady Serafine! A cóż tu się stało?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Hm… cóż, taki drobny… incydent – lady Agravilla sięgnęła po ręcznik, widząc, że żaden z panów nie jest na tyle dobroduszny, by zaoferować jej choćby część odzienia. Żeby nie musieć rezygnować z odsłaniania któregoś ze swoich wdzięków, obróciła się wtedy tyłem, udowadniając tym samym, że jej awers jest równie kuszący co rewers – Ktoś chciał mnie zabić, obawiam się.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Uch… - lord teraz dopiero zauważył leżące na podłodze ciało mężczyzny. – To… przykre.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Też tak sądzę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tirra milczał. Patrzył na zwłoki. Patrzył uważnie i bardzo nie podobało mu się to, co widzi… Ale milczał nadal. Uznał, że tak będzie lepiej, przynajmniej na razie.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7458451044499639373-3684181604211179034?l=irbis-kruff.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/feeds/3684181604211179034/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/2010/05/vi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7458451044499639373/posts/default/3684181604211179034'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7458451044499639373/posts/default/3684181604211179034'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/2010/05/vi.html' title='VI'/><author><name>kruffachi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14471684831209281323</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-m9naYGOCK0E/TayD0yOAUbI/AAAAAAAAACY/YIrOB6xdvT8/s220/032109103933.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7458451044499639373.post-6800172303436899673</id><published>2010-04-24T08:47:00.000-07:00</published><updated>2010-11-13T03:25:27.493-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Irbis'/><title type='text'>V</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Serafine zanurzyła się po szyję w gorącej zupie z kelpiowego gnoju, przymknęła oczy i bardzo się napracowała, by odwrócić uwagę od duszącego smrodu. Zaczynała się relaksować…&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;…i wtedy usłyszała kroki.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To nie był odgłos, który mógłby wydać ktokolwiek w Uttihar. Serafine zdążyła zauważyć już, że mimo całej dzikości Narrevaldu, niebezpieczeństwa, na jakie można było się tu natknąć miały charakter naturalny. To, co zbliżało się do łaźni…&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bez względu na to, jakie było, właśnie otworzyło drzwi i weszło do środka.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Jak minęła podróż? – Spytała Serafine beznamiętnie, nie odwracając się ku przybyszowi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Odpowiedział jej chrapliwy pomruk i przeciągły syk.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Rozumiem, że się dłużyła? Cóż, Jidii, myślałam, że okolica ci się spodoba.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Syk powtórzył się. Bez wątpienia był gniewny. Serafine wstała, prezentując całą swoją kobiecość. Odwróciła głowę, odrzucając rudą grzywę i uśmiechnęła się krzywo.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Och, niepotrzebnie się irytujesz – stwierdziła. – Wiesz przecież, że do nocy jeszcze kilka godzin. Nie ucieknę ci, nie mam jak. Co dziś dla mnie przygotowałeś? Osinowe kołki? Nie lubię ich. Łaskoczą.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jidii, który z pozoru niczym nie różnił się od przeciętnego mężczyzny, mruknął coś pod nosem. W jego ręku zalśnił długi sztylet.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Srebro? – Zdziwiła się lady Agravilla. – Nie próbowaliśmy już tego?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Opętane przez dybbuka ciało przecząco pokręciło głową.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Serafine westchnęła zrezygnowana.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- A czego cię uczyli w tym twoim klasztorze, Jidii? - Mruknęła. – Z czym kojarzy ci się hasło „bruxa”?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jidii nie odpowiedział. Za to rzucił się do przodu z bardzo sugestywnie wystawionym ostrzem...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mały Ion wszedł do komnaty lorda Quin Hana.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A właściwie... "wszedł" to nie jest dobre słowo. On raczej... wniknął do komnaty lorda Quin Hana. A dokładniej chciał grzecznie zapukać, ale ku swojemu i świata zdziwieniu nie napotkał żadnego oporu. Z rozpędu pochylił się do przodu i zostawił drzwi za sobą. Po prostu. A teraz stał zmieszany, zastanawiając się, co powiedzieć. Dziwne, bo jeszcze kilka minut temu był przekonany, że doskonale wie, co powinien usłyszeć lord. Oto on - dzielny i wierny gwardzista - przekonał Tirrię Wyrwiflaka, by przybył do pałacu. A przecież nie było to ani łatwe ani przyjemne. Jednak widok bladego jak ściana władcy, drżącego i wyraźnie rozglądającego się za wsparciem, trochę zbił go z tropu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Eee... Panie?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Wynidź stąd, zjawo nieczysta!!! - Zawył Quin Han, zajmując bezpieczną w jego mniemaniu pozycję za krzesłem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Zjawo nieczysta? - Oburzył się Mały Ion.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W tym momencie drzwi komnaty otworzyły się i w progu staną Tirria. Przeszedł przez Małego Iona i ukłonił się lordowi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Chciałeś mnie widzieć, panie - rzekł.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Mmmm... Ja... - Quin Han wciąż parzył nieufnie na przestrzeń ponad głową karła. - Tak, chciałem cię widzieć, Tirrio, tylko widzisz... Mam taki problem...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Tak?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Ten problem stoi za tobą.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tirria odwrócił się i przyjrzał się krytycznie zjawie, przez którą przed chwilą przeszedł. A potem uśmiechnął się bardzo, bardzo nieprzyjemnie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Ach… to? – Spytał. – To… żaden problem, obawiam się. Pospolita zjawa. Nic nadzwyczajnego.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Mógłbyś się jej pozbyć? – Lord chyba nie do końca dał się przekonać. Nadal był blady jak ściana, a wszelkie próby zapanowania nad własnymi kolanami kończył porażką.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Ja? Nie, niestety nie. Ona co najwyżej sama może się siebie pozbyć.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Ekhm… - wtrącił nieśmiało Mały Ion.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Tak? – Tirria spojrzał na niego, unosząc brew.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Bo… ta sprawa tak jakby dotyczy bardziej mnie i tak bardziej to ja nie bardzo rozumiem, co to niby znaczy, że ja się mogę sam siebie pozbyć… ogólnie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Cóż – karzeł nonszalancko oparł się o biurko. – Zazwyczaj zjawy zostają na ziemi ze względu na jakąś niedokończoną sprawę. Rozumiesz, nieślubne dziecko, długi, niepomszczony ojciec zamęczony przez jakiegoś dupka… Takie tam drobiazgi. Załatwisz co trzeba i odlecisz do krainy wiecznych rokoszy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Ale ja nie chcę nigdzie odlatywać! Lubię to miejsce!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Doprawdy? – Zdziwił się Tirria.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Uhm… - Mały Ion pociągnął nosem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Ale tam jest fajnie. To, wiesz, kraina wiecznych rozkoszy. Zresztą, pogadamy o tym później. Zaczekaj na korytarzu. Mam ważną sprawę do załatwienia z lordem. I wytrzyj nos. Ektoplazma jest trudna do usunięcia, jeśli upadnie na podłogę.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7458451044499639373-6800172303436899673?l=irbis-kruff.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/feeds/6800172303436899673/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/2010/04/v.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7458451044499639373/posts/default/6800172303436899673'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7458451044499639373/posts/default/6800172303436899673'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/2010/04/v.html' title='V'/><author><name>kruffachi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14471684831209281323</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-m9naYGOCK0E/TayD0yOAUbI/AAAAAAAAACY/YIrOB6xdvT8/s220/032109103933.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7458451044499639373.post-529355769418632658</id><published>2010-03-10T09:26:00.000-08:00</published><updated>2010-11-13T03:26:02.422-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Irbis'/><title type='text'>IV</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy lady Agravilla usłyszała o ciepłej kąpieli, szczerze się ucieszyła, choć – rzecz jasna – zgodnie ze starym obyczajem oburzonych arystokratów, nie dała tego po sobie poznać. Kiedy jednak zobaczyła, jak ma ta kąpiel wyglądać, zaczęła rozważać opcję ucieczki.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z każdą kolejną minutą Serafine coraz bardziej tęskniła za swoją przytulną, stuczterdziestopokojową willą w Basharai.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To, co jej zaoferowano nie miało niczego wspólnego z najprawdziwszą metalową wanną, bąbelkami i olejkami, jakie miała do dyspozycji w swojej posiadłości. Do drewnianej i nie budzącej zaufania balii lała się woda, która co prawda sprawiała wrażenie ciepłej, ale ciągnięto ją wprost z gorących źródeł. Miała dziwny kolor i pływały w niej różnego rodzaju nieczystości, pozostawione przez najady, kelpie i inne stworzenia zamieszkujące zazwyczaj podobne okolice. W dodatku nie pachniała zachęcająco.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Wy… naprawdę się w tym kąpiecie? – spytała grubą, przysadzistą kobietę, którą wyznaczono na jej osobistą służącą. Jej własny orszak padł po drodze ofiarą wiwerna i leżał gdzieś w śniegu razem z przepołowionym woźnicą, łowcami smoków oraz całą bezcenną garderobą.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kobieta podrapała się po czerwonym karku, wyraźnie zakłopotana.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Jakby to powiedzieć… – zaczęła.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Serafine dyskretnie pociągnęła nosem. Tak, w powietrzu dało się wyczuć pewien specyficzny aromat…&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Nie kąpiecie się wcale? – zgadła, krzywiąc się z dezaprobatą. – Barbarzyńcy… – mruknęła jeszcze, ściągając ciepłe, zimowe buty. Potem zrzuciła suknię. Przymknęła oczy, starając się zapomnieć o wątpliwej jakości wody i z rozkoszą zanurzyła w niej stopy. Wiedziała, że prawdopodobnie jeszcze dziś wieczorem czeka ją ciężka i przykra rozmowa z lordem Uttihar. Postanowiła więc zrelaksować się, bez względu na okoliczności.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mały Ion nie miał szczęścia. A przynajmniej nie miał takiego szczęścia, o jakie podejrzewał się jeszcze godzinę temu. Kiedy patrzył jak Boberek pada bez czucia na podłogę, a Albi wije się, ściskając kurczowo swoją męskość, poczuł ogromną ulgę, że to nie on próbował zatrzymać kobietę, która nagle wtargnęła do zamku i zażądała widzenia z lordem Quin Hanem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Teraz jednak stał przed drzwiami domu Tirrii Wyrwiflaka.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Głośno przełknął ślinę i zastukał. Zrobił to na tyle delikatnie, by nikt z domowników tego nie usłyszał i by mógł z czystym sumieniem powiedzieć lordowi, że nikt mu nie otworzył, więc najwyraźniej nie było nikogo w domu. Miał jednak pecha. Chwilowo ten pech przybrał postać niskiego człowieka o żółtym, niekompletnym uzębieniu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Hego? – zapytał, walcząc z językiem, który wsuwał mu się w imponującą szparę między dolnymi jedynkami.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Yyyy… – Mały Ion zawahał się. – Czy szanowny pan Tirra jest w domu?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Człowiek, który z pewnością zapewniłby dowolnemu dentyście dostatnią starość, obrzucił strażnika przelotnym spojrzeniem i na chwilę znikł w głębi domu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Fff… ejśdź – mruknął, kiedy znów się pojawił.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mały Ion wsunął się przez szparę w drzwiach. Znalazł się w domu, który, jak szybko stwierdził drogą eksperymentu, odznaczał się niezadowalającą odległością między sufitem a podłogą. Mały Ion, wbrew temu, czego można by się spodziewać, wcale nie był mały. Żeby nie wyklepać sobie czaszki, musiał zgiąć się niemal wpół.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Fzzff… ędy – służący Tirrii wskazał strażnikowi w głębi korytarza drzwi, które budziły nieprzyjemne skojarzenie z drzwiczkami od pieca.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mały Ion, niemal dotykając czołem brudnej podłogi, wślizgnął się do środka. Ledwie to zrobił, coś świsnęło nieprzyjemnie i wbiło się w ścianę tuż obok jego nosa. Bez wątpienia była to strzałka. Wnioskując z krwistoczerwonej lotki, zatruta.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Przepraszam – roześmiał się gardłowo siedzący na stosie poduszek karzeł. Nie był krasnoludem, choć przy pierwszym spotkaniu sprawiał takie wrażenie – Nie mogłem się powstrzymać. Ćwiczenia są w moim fachu niezbędne do przetrwania. Jesteś gwardzistą Quin Hana? – Tirria zmarszczył brwi – Dobrze kojarzę?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Tak – odparł Mały Ion.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Nie lubię go.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gwardzista nie odpowiedział. Głośno przełknął ślinę, nie odwracając wzroku od drugiej strzałki, która pojawiła się w dłoniach karła.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Mało płaci. Naprawdę nie wie, że to stwarza realne zagrożenie, że ktoś zapłaci więcej? Na przykład za jego głowę? Czego chce tym razem?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Chce się spotkać – wyjaśnił posłusznie Ion.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- A stawka?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mały Ion nie odpowiedział. Głównie dlatego, że nie wiedział, co miałby odpowiedzieć.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Rozumiem – westchnął smętnie Tirria. – Znów robota charytatywna? Nie jestem matką miłosierdzia. A spotkanie z nim nie sprawi mi aż takiej przyjemności, żebym poszedł na nie za darmo.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Tam... - gwardzista był bardzo zdesperowany. – Tam przybyła kobieta...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- I co z tego?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Ona jest, no... bardzo ładna – Mały Ion wykonał stosowny gest w okolicach swej niezbyt imponującej klatki piersiowej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- A co ja jestem! - oburzył się Tirria. – Zbereźny dziadek z bajek Sapkova, żebym chędożył wszystko, co się rusza?! Choć z drugiej strony... - karzeł w zamyśleniu pogładził brodę – jeśli Quin Han ma gościa, to znaczy, że... Zresztą nie ważne. Przekaż mu, że przybędę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mały Ion wrócił do pałacu pełen ulgi. Nie wiedział jeszcze wówczas, że najgorsze dopiero na niego czeka...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A dokładniej człapie tym samym korytarzem, w przeciwnym kierunku. Kiedy Mały Ion je spostrzegł, myślał początkowo, że to jakiś żołnierz, który po prostu źle spał i w związku z tym chodzi zgięty wpół i dziwnie powyginany. Kiedy zorientował się, że z mężczyzną jest coś nie tak, było już za późno...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Oj – powiedział Albi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Oj – potwierdził Boberek.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A obaj patrzyli na dziwny kształt. Dziwny kształt leżał na podłodze w kałuży kisielowatej substancji w nieapetycznym, szarawym kolorze. Reszta dziwnego kształtu została rozprasowana na przeciwległej ścianie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Myślisz, że to Mały Ion? – spytał Boberek.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Tak… Te… buty sugerują Małego Iona – odparł drugi ze strażników, wskazując strzępki czegoś czerwonego i bardzo znoszonego.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Oj.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Oj.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7458451044499639373-529355769418632658?l=irbis-kruff.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/feeds/529355769418632658/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/2010/03/kiedy-lady-agravilla-usyszaa-o-ciepej.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7458451044499639373/posts/default/529355769418632658'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7458451044499639373/posts/default/529355769418632658'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/2010/03/kiedy-lady-agravilla-usyszaa-o-ciepej.html' title='IV'/><author><name>kruffachi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14471684831209281323</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-m9naYGOCK0E/TayD0yOAUbI/AAAAAAAAACY/YIrOB6xdvT8/s220/032109103933.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7458451044499639373.post-806537395595380938</id><published>2009-12-29T23:47:00.000-08:00</published><updated>2010-11-13T03:26:32.632-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Irbis'/><title type='text'>III</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Drzwi z hukiem uderzyły o ścianę i do komnaty lorda Quin Hana wpadła zdyszana kobieta. Była czerwona ze wściekłości, umazana krwią i błotem, rozczochrana, zaciskała pięści i miała, hm… niezwykle malowniczo rozdartą suknię. Zaraz za kobietą wpadł gwardzista. Także zdyszany, ale raczej przerażony niż zły.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Żądam wyjaśnień! – wrzasnęła kobieta, oskarżycielsko celując palcem w zapadłą pierś lorda Quin Hana – I możecie być pewni, że upomnę się o odszkodowanie!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lord pytająco spojrzał na strażnika.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Wybacz, panie, ale ona…&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Zapewniono mnie, że okolica jest bezpieczna!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-…powaliła Boberka jednym ciosem…&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Okłamano mnie, jak się okazuje, a ja nie lubię, kiedy się mnie okłamuje!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-…Albiego kopnęła w czułe miejsce i…&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Pytam po raz ostatni: co to ma znaczyć! – kobieta zamaszystym ruchem rzuciła coś pod nogi lorda Quin Hana. Coś było stosunkowo ciężkie i okrągłe. Coś śmierdziało jak bardzo nieświeża bielizna. Coś było głową.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Cóż – lord przyjrzał się jej uważniej – Wygląda na głowę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Wiem, że to głowa! – zdawało się, że kobieta zaraz eksploduje – Nie wiem tylko co na bezpiecznym podobno szlaku mogłoby mieć taką głowę!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Wiwern? – zasugerował nieśmiało strażnik.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Poczuł na sobie lodowate spojrzenie dwóch par oczu. Co wydało mu się dziwne, gdyż leżąca na podłodze głowa bezsprzecznie należała do wiwerna. I tak też śmierdziała.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Zapewniono mnie, że z dotarciem do Uttihar nie będę miała żadnych problemów! – gorączkowała się dalej kobieta – A tym czasem to coś – potrąciła nogą ścierwo (Lord Quin Han zauważył, iż była to niezwykle zgrabna noga) – na moich oczach rozerwało na pół woźnicę i przerobiło podobno najlepszych w branży smokobójców na kotlet mielony!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lord Quin Han uważniej przyjrzał się czerwonej z emocji niewieście.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Mam może przyjemność z lady Serafine Agravillą? – spytał.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-W rzeczy samej – odparła diuszesa, prostując się dumnie i potrząsając rudą grzywą – Wysłano mnie tu z Basharai w celu prowadzenia jakiś negocjacji. Lord Quin Han, jak mniemam?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Władca Uttihar skłonił się nisko, po czym sięgnął po dzwonek i za jego pomocą przywołał służbę. W progu stanęło trzech wychudzonych podrostków prezentujących wyżyny sztuki fryzjerskiej, jakie można osiągnąć za pomocą tępych nożyczek i odpowiednio dużej miski.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Myślę, że nim przejdziemy do konkretów – zwrócił się Quin Han do diuszesy – powinna pani zrelaksować się po przebytym stresie. Służba zadba o ciepłą kąpiel i wygodne łóżko.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lady Agravilla raz jeszcze spojrzała z wyrzutem na głowę wiwerna, prychnęła z niezadowoleniem po czym podążyła za służbą.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Mówisz, że powaliła Boberka jednym ciosem? – zwrócił się Quin Han do strażnika, kiedy odgłosy kroków na korytarzu rozpłynęły się w ogólnej ciszy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Tak, panie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-I pozbawiła wiwerna głowy?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Na to wygląda.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Nie mając żadnej broni prócz, prawdopodobnie, spinek do włosów?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Cóż…&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lord potarł podbródek w zamyśleniu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Sprowadź tu Tirrę – rzekł – Wydaje mi się, że potrzebujemy jego usług…&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Strażnik nie odważył się sprzeciwić. Ale na dźwięk tego imienia wyraźnie zbladł i przełknął ślinę. Nikt nie lubił sprowadzać Tirry. Choćby dlatego, że Tirra bardzo nie lubił, kiedy się go sprowadzało.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7458451044499639373-806537395595380938?l=irbis-kruff.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/feeds/806537395595380938/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/2009/12/iii.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7458451044499639373/posts/default/806537395595380938'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7458451044499639373/posts/default/806537395595380938'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/2009/12/iii.html' title='III'/><author><name>kruffachi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14471684831209281323</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-m9naYGOCK0E/TayD0yOAUbI/AAAAAAAAACY/YIrOB6xdvT8/s220/032109103933.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7458451044499639373.post-135835401333064606</id><published>2009-12-23T11:19:00.000-08:00</published><updated>2010-11-13T03:27:04.722-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Irbis'/><title type='text'>II</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lady Agravilla raz jeszcze spojrzała w zwierciadło. Wolała mieć pewność, że wygląda perfekcyjnie. Właściwie… ściślej rzecz ujmując, miała tę pewność, ale jakoś nie mogła się powstrzymać, by raz jeszcze przyjrzeć się swojej doskonałości. Uśmiechnęła się do swojego odbicia, sprawdzając, czy jej uśmiech działa, jak należy. Działał. Zawsze działał. To był jeden z najlepszych uśmiechów w tej części świata. Potrafił załatwić dosłownie wszystko. I wszystkich.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Daleko jeszcze? – spytała znudzonym tonem, wychylając się przez okno karety.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Nie, madame – odparł woźnica, odwracając się ku niej. Nie odważyłby się mówić do lady Agravilli, nie patrząc na nią – Dwie, może trzy godziny.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-To i tak zbyt długo – skrzywiła się diuszesa, chowając się z powrotem do karety – Obawiam się, że jeśli dalej tak pójdzie, przez kolejny tydzień nie usiądę na niczym, co nie będzie pokryte przynajmniej toną poduszek. Doprawdy, ktoś mógłby zająć się tymi drogami…&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tylko kto? – spytało coś w jej umyśle. Przecież to teren niczyj, ściśle rzecz biorąc. A droga teoretycznie nie istnieje. Nie ma jej na żadnej oficjalnej mapie. Powstała tylko dlatego, że lord Quin Han uznał, iż utrzymywanie kontaktów dyplomatycznych ze wschodem przyniesie mu prestiż. Problem w tym, że reszta władców Narrevaldu nie wiedziała nawet, co właściwie oznacza słowo „prestiż”. Dla nich polityka była równoznaczna z wieszaniem przeciwników za różne części ciała. Lady Agravillę zawsze zastanawiało, jak Quin Han wyobraża sobie państwo, które powstanie z połączenia klanów. Ona sama odnosiła wrażenie, że będzie dość… anarchistyczne. Nie lubiła anarchii. Była nieco zbyt chaotyczna. I trudno się na niej zarabiało, a lady Agravilla bardzo lubiła zarabiać. A jeszcze bardziej wydawać.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tego ostatniego trudno było nie zauważyć. Wraz z nią uciążliwą drogę ku Uttihar – zamkowi lorda Quin Hana pokonywała jej imponująca garderoba. Diuszesa wyszła z założenia, że skoro ma być ambasadorką cywilizacji w tej dziczy, powinna robić wrażenie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lady Agravilla oparła się o okno karety i znudzona patrzyła na płatki śniegu, które wirując spadały na ziemię. Zastanawiała się, czy w Narrevaldzie kiedykolwiek nastaje wiosna. Taka pogoda musiała mieć fatalny wpływ na cerę, a poza tym… zdawała się nieco monotonna. Diuszesa przytuliła się do futrzanego kołnierza. Nie była przyzwyczajona do mrozu. Tam, skąd pochodziła, temperatura nigdy nie spadała poniżej zera. I nigdy nie padał śnieg.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Madame? – odezwał się woźnica – Zamek przed nami.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lady Agravilla wychyliła się, szczerze zaciekawiona. Zobaczyła ciężką, kanciastą budowlę z kamienia. Przypominała raczej wielką stodołę niż siedzibę władcy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Szczerze powiedziawszy… nie robi wrażenia – skwitowała.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Nie ma służyć do ozdoby, tylko do obrony – odparł uprzejmie woźnica – Jesteśmy w Narrevaldzie, nie w Basharai.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Faktycznie, ostatnie osiedle, które diuszesa przy odrobinie uporu mogłaby nazwać cywilizowanym, mijali jakiś tydzień temu. Wtedy też Agravilla wzięła ostatnią kąpiel. Nie odważyła się wejść do żadnego ze stawów, jakie mijali po drodze, choćby nawet przyjemnie parowały. Nie miała pojęcia, co może czaić się pod wodą w takiej okolicy jak ta. Widziała już w życiu wiele i naprawdę nie chciałaby zobaczyć więcej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wtem usłyszała przeciągły gwizd. Wiedziała, że to jeden z jej osobistych ochroniarzy. Za karetą, na olbrzymich i stosownie imponujących koniach jechało trzech najwybitniejszych łowców smoków, których wynajęła specjalnie na tę okazję. Diuszesie wiele opowiadano o Narrevaldzie i raczej były to złe rzeczy, więc wolała solidnie się zabezpieczyć, co w tym przypadku oznaczało opłacenie osobników niemieszczących się w standardowych drzwiach. Słyszała już takie gwizdy w wykonaniu łowców. Zwykle przywoływali w ten sposób sokoły, które niejako w ich imieniu patrolowały okolicę. Tym razem jednak dźwięk był inny… Znacznie bardziej… nerwowy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lady Agravilla instynktownie wyczuła kłopoty. I słusznie, bo zaraz po gwiździe rozległ się straszliwy ryk, a potem krzyki, rżenie koni i jakiś potworny odgłos. Wyjrzawszy przez okno karety diuszesa zobaczyła woźnicę. A raczej połowę woźnicy ściskaną przez olbrzymie, czarne szpony. Druga połowa leżała kilka metrów dalej, rozciągnięta na śniegu.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7458451044499639373-135835401333064606?l=irbis-kruff.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/feeds/135835401333064606/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/2009/12/ii.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7458451044499639373/posts/default/135835401333064606'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7458451044499639373/posts/default/135835401333064606'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/2009/12/ii.html' title='II'/><author><name>kruffachi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14471684831209281323</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-m9naYGOCK0E/TayD0yOAUbI/AAAAAAAAACY/YIrOB6xdvT8/s220/032109103933.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7458451044499639373.post-1189977714100250153</id><published>2009-12-18T09:20:00.000-08:00</published><updated>2010-11-13T03:27:42.013-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Irbis'/><title type='text'>I</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nim na totalnym cywilizacyjnym pustkowiu powstanie państwo, musi wydarzyć się wiele nieprawdopodobnych i raczej mało logicznych rzeczy . Niezbędny jest pewien zbieg okoliczności, który sprawi, że wszystkie potrzebne elementy, a zatem BiPIoBDA (Bezwzględny i Przebiegły Imperator o Bardo Dużych Ambicjach) oraz NGWPO (Nieco Głupawi Władcy Plemion Ościennych) pojawią się dokładnie w tej samej chwili w nieskończonym morzu dziejów. A to nie zdarza się zbyt często.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Być może wcale też nie zdarzyło się to też tym razem, co jednak nie przeszkadzało marzyć lordowi Quin Han o podbiciu i zjednoczeniu klanów zamieszkujących okolicę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Słyszał przecież o państwach wschodu. Słyszał o królach, którzy po prostu rządzili: utrzymywali porządek i dbali o względny rozwój społeczeństwa. I to właśnie była prawdziwa Cywilizacja. Feudalny i do granic możliwości niestabilny system, w jakim sam żył, nie gwarantował niczego, prócz szybkiej śmierci.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lord Quin Han zawsze uważał się za człowieka o wysokiej kulturze osobistej. Przejawiało się to głównie tym, że sprowadzał do swego zamku wszystko, co polecono mu jako „wyjątkowo subtelne i dystyngowane” lub po prostu cenne. Miał zatem olbrzymią bibliotekę, w której trzymał dzieła spisane we wszystkich językach świata (rzecz jasna, osobiście nie przeczytał żadnego), jeszcze większą garderobę składającą się w dużej mierze z rzeczy, których nigdy by nie założył (gdyż albo nie miał pojęcia jak, albo krój wydawał mu się, hm… mało praktyczny) oraz prywatnego nauczyciela, powoli wdrażającego go w zawiłości alfabetu, gdyż Quin Han, jak wielu okolicznych władców, choć potrafił doskonale liczyć, zwłaszcza jeśli liczył własne dochody, nadal podpisywał się krzyżykiem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Liczył, że kultura doprowadzi go do Cywilizacji. Nie wiedział jeszcze wówczas, że obie z reguły się wykluczają.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wbrew wszelkiej logice, lord mógł poszczycić się pewnymi osiągnięciami. Pięć z siedmiu klanów, które rządziły okolicą odpowiedziało na jego wezwanie i choć ich przywódcy nie do końca wiedzieli, co oznaczają takie terminy jak „ambasador”, „konsensus” czy „inkorporacja”, sprawiali wrażenie gotowych do współpracy. Quin Han wiedział, że jeśli zdobędzie poparcie większości, zwycięży. W tym świecie zawsze zwyciężał najsilniejszy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Inna sprawa, że pozostałe dwa klany, te które nie odesłały dotąd odpowiedzi, były, cóż… dość problematyczne. Zwłaszcza Zan Thalar kontrolujący zamki wysunięte najdalej na północ. Podobno za ich posiadłościami nie było już niczego, prócz niekończących się mórz śniegu, wilczych stad, śnieżnych panter i białych niedźwiedzi. To sprawiało, że wyróżniali się nie tylko ponadprzeciętną siłą, nieugiętością, ale też wyjątkową podejrzliwością. Quin Han z pewnością nie chciałby mieć w nich wroga. To znaczy… nie można powiedzieć, by do tej pory utrzymywał z rodem przyjazne stosunki, ale raczej nie wchodzili sobie w drogę. I zdecydowanie było to bezpieczne rozwiązanie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Drugi problem stanowił klan Mallamat, o tyle nieprzyjemny, że składający się z wampirów, a one – jak powszechnie wiadomo – mają do rzeczywistości stosunek dość… konsumpcyjny. Quin Han nigdy jeszcze nie prowadził negocjacji z wampirami (w ogóle rzadko prowadził jakiekolwiek negocjacje inne niż te z użyciem tak zwanych narzędzi niebezpiecznych) i, szczerze powiedziawszy, nie miał pojęcia, jak należy się do tego zabrać. Wątpił, by wystarczyło podarować im flaszkę świeżej krwi, by zdobyć ich przychylność.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na szczęście oświeceni przyjaciele ze wschodu nie zostawili lorda samego. Już wkrótce miał zjawić się u niego ktoś, kto – jak zapewniali – załatwi wszystko szybko i bezboleśnie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lady Agravilla raz jeszcze spojrzała w zwierciadło. Wolała mieć pewność, że wygląda perfekcyjnie. Właściwie… ściślej rzecz ujmując, miała tę pewność, ale jakoś nie mogła się powstrzymać, by raz jeszcze przyjrzeć się swojej doskonałości. Uśmiechnęła się do swojego odbicia, sprawdzając, czy jej uśmiech działa, jak należy. Działał. Zawsze działał. To był jeden z najlepszych uśmiechów w tej części świata. Potrafił załatwić dosłownie wszystko. I wszystkich.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Daleko jeszcze? – spytała znudzonym tonem, wychylając się przez okno karety.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Nie, madame – odparł woźnica, odwracając się ku niej. Nie odważyłby się mówić do lady Agravilli, nie patrząc na nią – Dwie, może trzy godziny.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-To i tak zbyt długo – skrzywiła się diuszesa, chowając się z powrotem do karety – Obawiam się, że jeśli dalej tak pójdzie, przez kolejny tydzień nie usiądę na niczym, co nie będzie pokryte przynajmniej toną poduszek. Doprawdy, ktoś mógłby zająć się tymi drogami…&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tylko kto? – spytało coś w jej umyśle. Przecież to teren niczyj, ściśle rzecz biorąc. A droga teoretycznie nie istnieje. Nie ma jej na żadnej oficjalnej mapie. Powstała tylko dlatego, że lord Quin Han uznał, iż utrzymywanie kontaktów dyplomatycznych ze wschodem przyniesie mu prestiż. Problem w tym, że reszta władców Narrevaldu nie wiedziała nawet, co właściwie oznacza słowo „prestiż”. Dla nich polityka była równoznaczna z wieszaniem przeciwników za różne części ciała. Lady Agravillę zawsze zastanawiało, jak Quin Han wyobraża sobie państwo, które powstanie z połączenia klanów. Ona sama odnosiła wrażenie, że będzie dość… anarchistyczne. Nie lubiła anarchii. Była nieco zbyt chaotyczna. I trudno się na niej zarabiało, a lady Agravilla bardzo lubiła zarabiać. A jeszcze bardziej wydawać.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tego ostatniego trudno było nie zauważyć. Wraz z nią uciążliwą drogę ku Uttihar – zamkowi lorda Quin Hana pokonywała jej imponująca garderoba. Diuszesa wyszła z założenia, że skoro ma być ambasadorką cywilizacji w tej dziczy, powinna robić wrażenie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lady Agravilla oparła się o okno karety i znudzona patrzyła na płatki śniegu, które wirując spadały na ziemię. Zastanawiała się, czy w Narrevaldzie kiedykolwiek nastaje wiosna. Taka pogoda musiała mieć fatalny wpływ na cerę, a poza tym… zdawała się nieco monotonna. Diuszesa przytuliła się do futrzanego kołnierza. Nie była przyzwyczajona do mrozu. Tam, skąd pochodziła, temperatura nigdy nie spadała poniżej zera. I nigdy nie padał śnieg.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Madame? – odezwał się woźnica – Zamek przed nami.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lady Agravilla wychyliła się, szczerze zaciekawiona. Zobaczyła ciężką, kanciastą budowlę z kamienia. Przypominała raczej wielką stodołę niż siedzibę władcy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Szczerze powiedziawszy… nie robi wrażenia – skwitowała.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Nie ma służyć do ozdoby, tylko do obrony – odparł uprzejmie woźnica – Jesteśmy w Narrevaldzie, nie w Basharai.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Faktycznie, ostatnie osiedle, które diuszesa przy odrobinie uporu mogłaby nazwać cywilizowanym, mijali jakiś tydzień temu. Wtedy też Agravilla wzięła ostatnią kąpiel. Nie odważyła się wejść do żadnego ze stawów, jakie mijali po drodze, choćby nawet przyjemnie parowały. Nie miała pojęcia, co może czaić się pod wodą w takiej okolicy jak ta. Widziała już w życiu wiele i naprawdę nie chciałaby zobaczyć więcej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wtem usłyszała przeciągły gwizd. Wiedziała, że to jeden z jej osobistych ochroniarzy. Za karetą, na olbrzymich i stosownie imponujących koniach jechało trzech najwybitniejszych łowców smoków, których wynajęła specjalnie na tę okazję. Diuszesie wiele opowiadano o Narrevaldzie i raczej były to złe rzeczy, więc wolała solidnie się zabezpieczyć, co w tym przypadku oznaczało opłacenie osobników niemieszczących się w standardowych drzwiach. Słyszała już takie gwizdy w wykonaniu łowców. Zwykle przywoływali w ten sposób sokoły, które niejako w ich imieniu patrolowały okolicę. Tym razem jednak dźwięk był inny… Znacznie bardziej… nerwowy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lady Agravilla instynktownie wyczuła kłopoty. I słusznie, bo zaraz po gwiździe rozległ się straszliwy ryk, a potem krzyki, rżenie koni i jakiś potworny odgłos. Wyjrzawszy przez okno karety diuszesa zobaczyła woźnicę. A raczej połowę woźnicy ściskaną przez olbrzymie, czarne szpony. Druga połowa leżała kilka metrów dalej, rozciągnięta na śniegu.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7458451044499639373-1189977714100250153?l=irbis-kruff.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/feeds/1189977714100250153/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/2009/12/i.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7458451044499639373/posts/default/1189977714100250153'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7458451044499639373/posts/default/1189977714100250153'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://irbis-kruff.blogspot.com/2009/12/i.html' title='I'/><author><name>kruffachi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14471684831209281323</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-m9naYGOCK0E/TayD0yOAUbI/AAAAAAAAACY/YIrOB6xdvT8/s220/032109103933.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
